Bałkany cz. 1: Samochodem do Chorwacji, czyli jak uniknąć opłat drogowych i przekształcić długą trasę nad Adriatyk w przygodę.

             Pod koniec maja podjąłem decyzję o wyruszeniu w dłuższą samochodową podróż. Nie wiedziałem dokąd dojadę, wiedziałem tylko tyle, że kierować się będę na południe Europy. Był to zupełnie spontaniczny wyjazd, bez planu, bez zarezerwowanych wcześniej noclegów, bez głębszego merytorycznego przygotowania. Jedyne ‚zabezpieczenie’ jakiego dokonałem awaryjnie(!) przed wyjazdem to wyrobienie zielonej karty, która jest dokumentem wymaganym do wjazdu samochodem na teren Bośni i Hercegowiny.

        We wpisie poruszę zarówno kwestie finansowe (w zależności od liczby osób koszta te dzielą się różnie, ja przeliczę wydatki na 2 osoby bo tak najłatwiej odnajdywało się dostępne pokoje) oraz zwyczajów i atrakcyjności turystycznej odwiedzonych przeze mnie miejsc.

Podróż podzieliłem na 3 etapy:

  • 1 – dojazd na wybrzeże Adriatyku (Zadar),
  • 2 – Chorwackie wybrzeże Morza Adriatyckiego oraz część Bośni i Hercegowiny,
  • 3 – Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Budapeszt oraz powrót do domu.

W tej części opisu wyjazdu skupię się szczególnie na:

  • czeskich Morawach,
  • stolicy Słowacji – Bratysławie,
  • stolicy Chorwacji – Zagrzebiu,
  • Parku Narodowym Jezior Plitwickich,
  • trasie z PN Jezior Plitwickich na wybrzeże Adriatyku – w moim przypadku było to miasto Zadar.

Dzień 1.

              Dom opuściłem 10 maja i udałem się w kierunku Republiki Czeskiej. Miejsce, w którym rozpocząłem podróż znajduje się w południowo-zachodniej Polsce, więc ku południu Europy (szczególnie ciągle zastanawiając się nad celem wyjazdu, którym pierwotnie miały być Dolomity) najłatwiej było mi przeciąć Czechy – konkretnie historyczną krainę Moraw, których południowe faliste krajobrazy znajdowały się od jakiegoś czasu na mojej fotograficznej liście. Kurs euro na ten dzień wynosił ok. 4,20 zł za 1€.

Mapa przedstawia trasę przebytą w dzień 1.1

 

       Trasa prowadziła przez Brzeg (woj. opolskie), gdzie wypadało dotankować paliwo. W rodzinnym powiecie kępińskim ceny na stacjach są wysokie w porównaniu do okolicy. Do pełna ON Verva – 212,32 zł. W Brzegu zakupiłem też prowiant na podróż, m.in. puszki z konserwą turystyczną, kaszę kus-kus, wodę, pasztety, słoiki z gotowymi daniami (gołąbki, pulpety), owoce, warzywa i inne – wydatek 132 zł.

      Unikając autostrad w Czechach zaoszczędziłem 51 zł, ponieważ nie musiałem wykupywać winiety 10-dniowej (najkrótsza opcja) uprawniającej do podróży drogami ekspresowymi oraz autostradami. Tutaj możecie zobaczyć mapę płatnych dróg w Czechach oraz stawki winiet na rok 2018.
Przejazd malowniczo położonymi wioskami i widokowymi drogami Jaseników była pierwszym ciekawym elementem wyjazdu- dlatego też staram się unikać dróg szybkiego ruchu.

      Po kilku godzinach dotarłem na południowe Morawy. Warto wspomnieć o tym, że Moravia jest jedną z 3 historycznych krain, która obok Bohemii i Śląska Czeskiego tworzy Republikę Czeską.

      Pierwszym miejscem, w którym zatrzymałem się na fotograficzne rozprostowanie kości była okolica wsi Kunkovice z jednym z symboli morawskich – starym młynem oraz malowniczą okolicą.

PAT_3007PAT_3018PAT_3022

      Dzień wcześniej zamówiłem nocleg w miejscowości Zeletice znajdującej się ok. 14 km na zachód od miasta Kyjov. Właśnie w tej okolicy zobaczyć można prawie wszystkie pocztówkowe miejsca Moraw. Niestety problemem w moim przypadku był brak długoogniskowego obiektywu, jednak widok falistych, soczyście zielonych pól i winnic był na tyle fotogeniczny, że udało mi się uchwycić go na fotografiach.

PAT_3071

      Napotkany przy kapliczce Czech, który w swoim białym Range Roverze pomykał wąskimi drogami udzielił nam kilku wskazówek co do ciekawych miejsc wartych sfotografowania.

PAT_3109PAT_3062PAT_3067PAT_3197

     Młodym zbożom towarzyszyły połacie jaskrawego rzepaku, a podróż przez pola dodatkowo umilały tradycyjne przyśpiewki radia R-Brno przy akompaniamencie akordeonu.

  Nocleg w Zeleticach wyniósł 83,16 zł (19,80€) za jeden pokój dwuosobowy. Numeracja budynków w miejscowości była zupełnie przypadkowa, stąd odnalezienie pensjonatu było dość trudne. Finalnie przy pomocy mieszkańców udało się dotrzeć do celu, a przemiła gospodyni poczęstowała nas butelką wina ze swojej winiarni (i dostępem do piwnicy z zasobami!). Nie wypadałoby nie skosztować swojskiego wyrobu, który mi osobiście zasmakował szczególnie, jednak trzeba było zachować umiar, ponieważ zapadła dalsza decyzja odnośnie trasy – jedziemy do Zagrzebia.

         Byłem już w Czechach wielokrotnie, odwiedziłem wszystkie 3 krainy ale to właśnie mieszkańcy południowych Moraw zapadli mi najbardziej w pamięci jako uśmiechnięci, niesamowicie przyjaźni i pomocni.

Dzień 2.

          11 maja pobudka była wczesna, choć jak na wyjazd zupełnie normalna – 6:00. Poranek bardzo przyjemny, 15,5 stopnia Celsjusza. Słońce padało na zakrzywioną południowomorawską krainę. Zazwyczaj staram się wybierać obiekty noclegowe z dostępem do kuchni, dzięki czemu udaje się zaoszczędzić na posiłkach i samemu przygotować dania. Tak stało się i tym razem. Warto było się porządnie najeść, bo do pokonania całkiem sporo kilometrów.

Mapa przedstawia trasę przebytą w dzień 2.2

    Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę w kierunku Bratysławy, również w tym przypadku unikając dróg płatnych. W ten sposób udało się zaoszczędzić 10€ (ok. 42 zł), bo tyle kosztuje 10-dniowa winieta na Słowacji. Tutaj możecie zobaczyć mapę płatnych dróg na Słowacji oraz stawki winiet na rok 2018.

      W stolicy naszych południowo-wschodnich sąsiadów zatrzymałem się na dokładnie 55 minut. W tę niepełną godzinę bardzo pobieżnie zwiedziłem miasto. Dlaczego tak krótko? Ponieważ czas naglił, a jedyne miejsce parkingowe jakie na szybko udało się znaleźć kosztowało 3,50€ za godzinę. Na pewno jego zaletą był fakt, że znajdowało się ono w samym centrum, bardzo urokliwym zresztą.

       Zastanawiałem się zawsze dlaczego moi znajomi jadąc okazyjnie Polskim Busem raczej spoglądają na zachód ku Wiedniowi, a Bratysława jest zazwyczaj pomijana w planach. Mnie urzekła swoją ‚przytulnością’, czystością, pięknymi wąskimi uliczkami i mieszanką gotyckich, renesansowych i barokowych budynków, a przede wszystkim świetną atmosferą. Gwarne ulice, mili mieszkańcy, mnogość restauracji i kawiarni, a także nie tak duża liczba turystów przechadzających się chodnikami sprawiły, że odebrałem Bratysławę jako bardzo swojską i ‚prawdziwą’ weekendową destynację, a takie miasta uwielbiam.

PAT_3206PAT_3223

        Oczywiście symbolem stolicy jest górujący nad nią Zamek Bratysławski, na którego terenie znajdują się pozostałości rzymskiego obozu, Most Słowackiego Powstania Narodowego spinający brzegi Dunaju, zwieńczony dyskiem przypominającym kosmiczny statek – stąd jest popularnie określany jako „Ufo”. Na jego szczycie znajduje się taras widokowy. Spacerując uliczkami miasta można napotkać Cumila – sympatycznego kanalarza gapiącego się na zwiedzających 🙂

PAT_3215

        Zawinięcie do jednej z naddunajskich stolic było bardzo dobrą decyzją. Z czystym sercem mogę polecić to miasto wszystkim tym, którzy zastanawiają się nad wykupieniem ‚taniego biletu’. Wspomnę też, że w okolicy znajdują się piękne góry – Małe Karpaty, a położenie nad potężną rzeką umożliwia rejs do Wiednia czy Budapesztu.
Krótki pobyt w Bratysławie zdecydowanie zachęcił mnie do powrotu w przyszłości.

     Dalsza trasa przebiegała zamiennie przez terytorium Austrii i Węgier. Po wyjeździe z górzystej Słowacji i przekroczeniu zachodniej granicy państwa ukazał się teren oszpecony licznymi farmami wiatrowymi. Sama Austria jest bardzo zadbana. Modelowe wręcz, puste wioski i lśniące miasteczka różniły się od innych napotkanych podczas jazdy. Z czasem wiatraki zaczęły ustępować winnicom. Droga po stronie węgierskiej niestety nie była w dobrym stanie, ale wybierając boczne trasy trzeba się z tym liczyć. Również trasa ta była alternatywą dla dróg płatnych, przez co uniknąłem wykupu winiety na Węgrzech – 41,50 zł (10 dni) – 2974 HUF.  Tutaj  możecie zobaczyć mapę płatnych dróg na Węgrzech oraz stawki winiet na rok 2018.

      Kolejny etap trasy prowadził przez Słowenię. Postanowiliśmy nadrobić drogi po to, by zobaczyć trochę więcej wschodniej części tego kraju. Drogi są w stanie o wiele lepszym od tych na Węgrzech. Uderzyły mnie jednak bardzo pustki na ulicach i chodnikach.

      Pierwsze przejście graniczne, które tego dnia musiałem przekroczyć znajdowało się w miejscowości Mursko Sredisće. Wyjazd ze Strefy Schengen zwiastował wjazd do Chorwacji. Przy takich okazjach zawsze zabieram ze sobą paszport. Uwielbiam zbierać pieczątki od pograniczników. Pierwszy i jedyny (jak dotąd) raz przy przekraczaniu strefy spotkałem się z odmową wbicia pieczątki na posterunku słoweńskim. Po stronie chorwackiej przybito mi zaś stempel z wielkim uśmiechem. Odprawa graniczna trwała kilka sekund. Nie było kontroli przewożonych towarów, a jedynie kontrola dokumentów.

      W opozycji do Słowenii – w Chorwacji na ulicach było naprawdę sporo ludzi. W ten dzień przebyłem 6 krajów. Jeśli liczba osób poruszających się po ulicach i chodnikach  odwiedzonych terenów odzwierciedla w jakiś sposób mentalność narodów i ich otwartość, to miałem do czynienia z wyraźnymi ‚zakładkami’. W Polsce, Słowacji i Chorwacji ruch był spory, trochę mniej ludzi można było zauważyć w Czechach i na Węgrzech, zaś Austria i Słowenia świeciły pustkami.

      Maj był miesiącem, w którym obowiązywały jeszcze stare przepisy roamingowe, więc na wjeździe do Chorwacji postanowiłem zakupić starter z internetem, aby na spokojnie wyszukiwać interesujących miejsc i noclegów. Koszt to 64 kuny, czyli 35,84 zł (1 kuna = 0,56 groszy).

    Dokładnie o 17:00 dotarłem do Zagrzebia. Korki. Po zameldowaniu na kwaterze (cena za jeden 2-osobowy pokój wynosiła 26,25€ = 110,25 zł) w północnej części miasta udałem się pieszo do centrum. Szczerze mówiąc nie słyszałem zbyt wiele o tym mieście. Nie było to raczej miejsce, które bardzo chciałem odwiedzić, ale ten wyjazd był pełen niespodzianek i zmian zdań. Tym razem również. Początkowo nie potrafiłem określić, czy miasto jest interesujące czy nie. Kamienice były i ładne i zniszczone. Wtedy zdałem sobie sprawę z faktu, że jeszcze ‚chwilę temu’ odgrywały się tutaj okropne wydarzenia podczas okrutnej wojny.
      Stare miasto położone jest na wzgórzu. Tam znajduje się symbol Zagrzebia – na Placu Św. Marka pokryty kolorową dachówką z herbami miasta oraz Trójjedynego Królestwa Chorwacji, Slawonii i Dalmacji – kościół pod tym samym wezwaniem.

PAT_3240PAT_3242

     Z Górnego Miasta rozciąga się panorama stolicy z widokiem na Katedrę Wniebowzięcia NMP oraz nowszą część Zagrzebia. Na wzgórze od strony południowej można wjechać koleją linowo-terenową, jedną z najkrótszych w Europie.

PAT_3254PAT_3248

      U podnóża Górnego Miasta znajduje się ulica, która aż wybucha cudowną atmosferą – Opatovina, pełna rastauracji, kawiarni i… Chorwatów! Tłumy były naprawdę gęste. Śpiewy, śmiechy, okrzyki i mieszające się w tle bałkańskie melodie wprawiły mnie w świetny nastrój. W tym momencie naprawdę polubiłem (i to bardzo mocno!) Zagrzeb. Żadne miasto jak dotąd nie wzbudziło we mnie tylu różnych emocji. Myśląc o tym, że większość spotkanych na mieście tubylców pamięta straszne czasy lat 90. widać było, że cieszą się bardzo wolnością i spokojnym wreszcie życiem. Po kilku godzinach spaceru wracałem do pokoju w podskokach z radością i poczuciem, że bardzo chcę tutaj wrócić 🙂

Dzień 3.

       Wcześnie rano, ze świadomością zagrożenia utknięcia w korkach wyruszyłem dalej w kierunku Plitvic. Autostrady, a także niektóre mosty (oraz oczywiście promy) w Chorwacji są płatne, a opłaty pobiera się na bramkach. Szczegóły oraz mapę płatnych odcinków znajdziecie tutaj.

    Bardzo cieszyłem się na dzisiejszy dzień. Jego bohaterami miały być Jeziora Plitwickie. Turkusowy raj! Położone na ‚tarasach’, z których z jednego zbiornika do drugiego woda przelewa się wodospadami jak w wielkiej naturalnej fontannie.

Mapa przedstawia trasę przebytą w dzień 3.3

        Droga z Zagrzebia na południe prowadzi obok ciekawej miejscowości – Rastoke, do której niestety nie udało mi się wykręcić z uwagi na spory ruch na trasie i chęci zaoszczędzenia każdej minuty i przeznaczenia jej na Plitvice. Rastoke jest wioską bardzo malowniczo położoną na wodospadach ujścia rzeki Slunjcica do Korany. Obok PN Jezior Plitwickich znajduje się unikatowy pierwotny las – europejska dżungla (Corkova uvala).

     Parking całodzienny przy Wejściu 1 to koszt 35 kun (19,60 zł), natomiast bilet do Parku Narodowego – 110 kun (61,60 zł) – cena w maju za bilet studencki. Koszty biletów różnią się od siebie w zależności od pory roku i sezonu turystycznego. Cennik możecie sprawdzić tutaj. W cenę biletu wliczone są przejazdy między wejściami oraz prom (na wejściach sprawdzane są bilety). Aby uniknąć błagania o sprzedaż biletu studenckiego na podstawie legitymacji polskiej warto uzbroić się w ISIC – międzynarodową legitymację studencką, która jest tam honorowana. Teoretycznie istnieje oczywiście możliwość zwiedzania terenu bez wykupienia wejściówek, ponieważ obszar nie jest ogrodzony, jednak w razie kontroli grozi za to niezła kara.

      Oferta dla zwiedzających zawiera aż 8 propozycji szlaków. Ich szczegółowy opis znajduje się tutaj. Programy różnią się od siebie trudnością, długością, a także walorami krajobrazowymi. Najkrótsza propozycja (A) zajmuje ok. 2-3 godziny i jest najczęściej i najgęściej obleganą przez turystów. Spacerując drewnianymi kładkami po jeziorach (często bez barierek) i ich brzegach trzeba uważać aby przypadkiem nie strącić kogoś do lazurowej toni 😉

PAT_3309

      Ja obrałem trasę C o długości 8 km i czasie przejścia 4-5 godzin. Obejmuje ona większość parku. Zwiedzanie rozpocząłem od Wejścia nr 1., z którego panorama od razu mnie zachwyciła. Po prawej stronie widoczny Veliki Slap – Wielki Wodospad – najwyższy spośród wszystkich plitwickich. Stanowi on ujście rzeki Plitvica do Korany.

PAT_3263

Trasa A jest esencją całego parku. Biegnie przez jaskinię, obok pięknych wodospadów i kaskad. Z resztą zobaczcie sami (wśród zdjęć znajdują się też miejsca z trasy C)!

PAT_3270PAT_3273PAT_3276PAT_3280

Woda rozpryskująca się w powietrzu była cudowną ochłodą w prażącym bałkańskim słońcu.

PAT_3283PAT_3297PAT_3316

      Ale żeby nie było tak kolorowo to muszę napisać, że każda próba sfotografowania tego miejsca wymagała bardzo dużej cierpliwości. Pewnie jak wiemy wszyscy, są tacy, którzy nie za bardzo przejmują się otoczeniem i większość moich prób rozstawienia statywu wyglądała tak:18401872_1120671158037644_5916460489896804907_o

Było to niezłe fotograficzne wyzwanie 🙂

      Po powrocie na parking wyruszyłem w kierunku wybrzeża Adriatyku – do miasta Zadar. Krajobraz wyglądał osobliwie – jechałem długą, szeroką i zupełnie płaską równiną otoczoną Górami Dynarskimi i Velebitem. Po drodze mijałem sporo zrujnowanych kościołów, które wyrastały z ziemi jak pomniki-świadkowie wojny pustoszącej te ziemie prawie 30 lat temu.

      Wjechałem w góry. Dosłownie i w góry i na góry. Łańcuch Velebitu oddzielający mnie od Morza Adriatyckiego był już u moich stóp. Albo i kół. Widoki z tak sporej wysokości były spektakularne, problemem była nadchodząca burza, która goniła mnie pod Velikim Crnopacem.
Jadąc wzdłuż kanionu rzeki Zrmanja nie mogłem przepuścić okazji szybkich zdjęć tego cudownego miejsca. W tle widoczna droga wspinająca się powoli na góry, którą przecinałem łańcuch Velebitu.

PAT_3322

      Po dłuższej chwili przed moimi oczami wyrosły postrzępione szczyty Paklenicy.

PAT_3331

   Dojazd do Zadaru jest możliwy po przekroczeniu cieśniny łączącej Morze Novigradzkie (zalew) z Morzem Adriatyckim. Prowadzą przez nią 2 mosty – północny (autostradowy) Maslenicki płatny oraz południowy Maslenicki darmowy. Południowy prezentuje się tak:

PAT_3343

Zaś północny wygląda tak (tam, tam daleko, taki szary):

PAT_3346

      Paliwa wystarczyło niemalże do stolicy Chorwacji. Z Mroczenia udało się tam prawie dojechać za jednym tankowaniem. Trzeba było dotankować przed Zagrzebiem. Jeśli dobrze pamiętam to ceny ropy wynosiły ok. 4,90 zł/litr. Gdyby nie jeździć po Morawach to zapewne wystarczyłoby po sam zagrebski nocleg. Liczba ogólnie przebytych kilometrów do Zadaru to ok. 1170. 

        Szacowany czas przejazdu podaną trasą to około 18h 50min. Ja rozbiłem tę trasę na 3 dni, podczas których zwiedziłem bardzo interesujące miejsca. Alternatywą dla mojej propozycji jest oczywiście trasa szybsza prowadząca autostradami. Z mojego domu to ok. 1140 km (30 km mniej) i przebyć można ją w ok. 12 godzin. Jednak należy wziąć pod uwagę zakupienie winiet na przejazdy przez Czechy, Austrię (lub Słowację i Węgry), Słowenię oraz płatne autostrady w Chorwacji.

Podsumowanie 1 etapu podróży (przeliczenie na 2 osoby):

  • noclegi: 193,41 zł
  • parkingi: 34,40 zł
  • paliwo: 212,32 zł * 2 (szacunkowo) = 424,64 zł
  • bilet wstępu na Jeziora Plitwickie (studenckie): 61,60 zł * 2 = 123,40 zł
  • (jedzenie, które wystarczyło jeszcze na długo: 132 zł)
    • SUMA: 775,85 zł (bez zakupów jedzenia w Polsce) / 2 osoby = 387,93 zł/os = 129,31 zł/os/dzień

Wszystkie noclegi wyszukiwane były z dnia na dzień przez aplikację Booking.com. Podobnie wyglądało planowanie kolejnych destynacji.

 

Część 2 – chorwackie wybrzeże Adriatyku (Zadar, Szybenik, Split, Podaca/Gradac, Dubrovnik) oraz Bośnia i Hercegowina (Medjugorie, Mostar, Blagaj) wkrótce na blogu.

 

Udanych podróży!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: